środa, 25 sierpnia 2010

coke cz.II

Wracając jeszcze na chwilkę do The Big Pink : zakochałem się w "Velvet", Katuje ja non stop. Ale nie o tym miało być. Po tym wszystkim nastąpiła przerwa. Nikt z nas nie spodziewał się nadchodzącej burzy. Otóż w naszym aparacie skończyły się bateryjki, ale spoko mieliśmy zapasowe - w samochodzie;). Mój dzielny pomagier na pytanie czy je zabrał z niebywała pewnością w głosie stwierdził, że oczywiście. Jakież było jego zdziwienie, gdy okazało się , że ich nie MA. Panika. To chyba najtrafniej oddaje to co nastąpiło, ale w związku z tym, że mój Prezes zatrudnia tylko najlepszych, nie daliśmy się. Właściwie to Aruś się nie dał, gdyż ja otrzymałem od niego komendę - stój tu!!!. Więc stałem;). Wrócił z bateryjkami, pewnie, że tak. To były najdroższe bateryjki świata - 18zł za dwie sztuki. Tak Go przewaliła jedna z naszych ziomalek z Poznania. Najważniejsze, że Aruś po raz kolejny okazał się niezwykle efektywny.  
zdjęcie z bateryjek za 18zł;) PANIC!!! AT THE DISCO
Jak widać opłacało się.... 

Po tych wszystkich wydarzeniach, nastąpił długo oczekiwany występ. Panic! At The Disco - nic mi to nie mówiło. Po kilku pierwszych chwilach, muzyczka bezpośrednio wkręcała się w głowę. To co działo się na scenie było bardzo przystępne i radosne. takie czasem nawet wg mnie punkowe. Grane kawałki nie do końca były anonimowe. Gdzieś dane było mi ich posłuchać. Nawet podejrzewam gdzie : ESKA ROCK. 














Można było się wyskakać, ponucił. Jednym słowem : lekko i przyjemnie. Muzyczka typowo na imprezkę. Naprawdę polecam. Zresztą jak wszystko co grało na CLMF, inaczej to co słyszałem.

23.00
Nic dodać nic ująć - MISTRZOWIE ŚWIATA
















Na koniec pozamiatali już dosłownie wszystko i wszystkich. Harmonijka dokonała dzieła zniszczenia. 






Byłem, JESTEM zachwycony, wniebowzięty, nie wiem jaki jeszcze. Doświadczyłem tego wszystkie z kilku powodów. Zmieniłem swoje życie i mogę je realizować marzenia, EmKa - namówiła mnie i dała siano na bilet, mi było jak zwykle szkoda, matka została z Piotrem i pewnie wiele jeszcze innych. Bym zapomniał o Arusiu, gdyby nie on pewnie sam bym też nie pojechał. Dziękuje wszystkim. Sobie tez chcę podziękować za wytrwałość, za odrobinkę pokory - ale tylko odrobinkę, za pogodę ducha - też tylko czasem na razie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz